Całe Pięknopole lśni światłem, unurzane w parzących promieniach słońca, w którego namiętnych uściskach z upodobaniem pławi się Kocurka. Pozostali mieszkańcy uciekają przed letnim rozżarzeniem, naciągając na siebie skurczone do niemożliwości cienie. Orężem w skazanej na porażkę walce z upałem są oceany źródlanej wody, hektolitry orzeźwiającego kompotu czereśniowego, zaprawionego świeżo zerwaną miętą (nieustannie niknącego w niewyjaśnionych okolicznościach - na pohybel lodówkowym potworom), dzbany mrożonej kawy zbożowej i kolejne pucharki owocowych sorbetów (nieszczęsne, które muszą zmagać się z przyborem brudnych naczyń!).
Pięnopole zastyga więc na podobieństwo bursztynu, w którego przejrzystej bryłce uwięzione są wątłe, zmęczone owady o oczach wytrzeszczonych z wysiłku i nóżkach długich od zmagań z okrutnym losem.
W całym majątku jest jednakże prócz Kocurki ktoś, komu kanikuła zupełnie nie przeszkadza i komu, taak jak jej - sprzyja ona poszukiwaniom. Tupet odkrywcy i odporność na lipcową gorączkę cechuje naszego tajemniczego Dzikusa, który w obawie przed oswojeniem nie pozwolił nawet nadać sobie imienia. Przedstawiamy Wam więc dziś jedną z najbardziej nieprzewidywalnych, niepokornych postaci Pięknopola.
Oto Dzikus w całej swojej krasie!
Niepochwytny zazwyczaj (nawet spojrzeniu), Dzikus zwykł ukrywać się w przerażających swą niedostępnością zakamarkach, do których delikatne osóbki, obawiające się potargania swych zwiewnych szatek czy powalania białych rączek nigdy nie zajrzą. Więcej - sama myśl o miejscach nieprzystępnych (i -o zgrozo! - brudnych) - doprowadza nasze eteryczne elegantki do omdleń. Mimo to, spoglądają niekiedy tęsknie przez okna swych alkierzyków, lgnąc fantazjami do chłopca o płomiennie rudych, potarganych wiatrem i odwagą włosach.
Patrząc na bosonogiego, chyżego chłopca, odzianego w skóry nieujarzmionych krwiożerczych bestii trudno wyzwolić się od skojarzeń ze "szlachetnym dzikusem", którego wizerunku dostarczała hojnie i dokarmiała literatura, naiwnie kreśląca sylwetkę sprytnej i do głębi dobrej istoty, posłusznego wykonawcy poleceń zdobywcy, roszczącego sobie prawo do rozporządzania losem podbitych ludów. Niemniej, postrzeganie Dzikusa przez pryzmat idealizacji byłoby krzywdzącym i niesprawiedliwym uproszczeniem, odbierającym mu właściwe przymioty.
Chociaż nie zadaje on sobie trudu obcowania z lalami, nie można pomówić go o mrukliwość mizantropa. Dzikusek nie jest bynajmniej samotnikiem. W słowniku Eliota - najbliższego jego druha i powiernika - brak słów takich jak: "smutek", "nuda" i "za chwilę". Małpka bez ustanku pragnie pławić się w bystrym potoku zdarzeń - byle były to igraszki, pełne śmiechu lub rozkosze walki wydane bezdennemu żołądkowi zwierzątka, rozkochanego w bogactwach leśnego runa. Dzikus, natura nieco bardziej refleksyjna, przepada za Eliotem - i, jak to zwykle bywa, ich temperamenty równoważą się, eksplodując salwami śmiechu lub cichnąc w szeptach zwierzeń.
Sam Eliot - stworzenie lubujące się w komforcie, dzięki sile Dzikusa, dźwigającego go na muskularnych ramionach, nie musi nadużywać swych dolnych kończyn, górnymi czerpiąc z radością dary łaskawej natury. Równocześnie, błyskotliwa małpka jest autorem wszelkich taktycznych wybiegów, jakimi musi posiłkować się Dzikus w walce ze skrzydlatym bądź pełzającym nieprzyjacielem. Największym z wrogów są bezdomne ślimaki - dla ich zelżywej oślizgłości i chciwości oraz wandalizmu, płynącego (w sensie dosłownym wręcz ociekającego śluzem) z nieposkromionej żarłoczności. Dlatego też, zbrojny w dzidę i lotny umysł Eliota, Dzikus każdego niemal dnia urządza polowania na śliskie kreatury, pozostawiające po sobie błyszczące, nęcące tęczą ślady. Pojmane mięczaki nadziewa na leszczynowe kołki i suszy, by sporządzić z nich bębenki baskijskie.
Drugim wiernym przyjacielem Dzikusa jest lampart wierzchowy, którego rola bojowego rumaka napawa go dumą równie niezmierzoną, jak dzikość jego właściciela. Należy jednak przyznać szczerze, iż sędziwy wiek ogromnego kocura napiętnował jego umysł demencją, objawiającą się postępującym dziecinnieniem i porywom raczej ku swawolom (brawo, Eliot!), niż zwycięskim turniejom z plagą ślimaków.
Jakkolwiek, gołębiego serca Dzikus nie mógłby wszak wyrzec się przyjaciela wyłącznie dla jego umysłowych niedyspozycji. Czule więc pielęgnuje swego wierzchowca, gładząc jego puszystą sierść, naszeptując w coraz głuchsze uszęta słowa pociechy i odwiązując od ogona dzwoneczki, przywiązywane przez niesforne chochliki, stworzenia tyleż złośliwe, co urocze.
Była mowa o cichych wielbicielkach Dzikusa, jednakże prawdziwą jego miłośniczką jest Siostrzyczka-Lisiczka, ostatnie dni spędzająca niezłomnie w szklarniach ogrodu botanicznego. W jej oczach Dzikusek jest czymś ponad atrakcję okraszaną westchnieniami zmanierowanych lali, ocierających pokazowe łezki batystowymi chusteczkami. Dla Lisiczki stanowi on ucieleśnienie bezcennej swobody i wierności sobie oraz empatii pierwszej próby. Rzec można, iż przyciąga ich magnetyzm zwierciadlanych odbić. Wszak i Lisiczka roztacza opiekę nad swymi najbliższymi (zwłaszcza na wciąż wpadającą w tarapaty Kocurkę).
Spojrzyjcie raz jeszcze na Dzikuska i oceńcie wartość wolności. Nie chodzi o szaleńczą dezynwolturę egoisty, tylko pozostawanie w zgodzie ze swym sumieniem i szacunek do innych. Spójrzcie na oczy, gorejące pragnieniem przygody, niczym węgielki, na usta zacięte w skupieniu... Dzikus nie da się utulić, wobec tego, pochwyćcie własną, przeciekającą przez palce niezależność. Odrzućcie czasem obrożę oswojenia - dla higieny duszy.
Tysiące pozdrowień, ciężkich słodyczą i beztroską niczym krwisto-kuszące wiśnie
Irena z Kocurką
P.S. Czy i Was przepełnia niepohamowana żądza śliwkobrania? - idee fixe Ireny.
dziki Dzikus dzikie wyczynia swawole -
OdpowiedzUsuńw swej dziczy liczy małpki, tygrysy i słonie -
stopami zorzę obłaskawia, po tęczy śmiało mknie -
gdy spotka drugiego człowieka - swe imię pozna wnet!
Oniemiałyśmy z zachwytu, odczytując ów jakże wspaniały poemat. Inko, zasługujesz na złote laury nadwornego poety Pięknopola oraz zastęp żywych podnóżków, których ponęty cieszyć będą Twe wejrzenie. Doprawdy, brak nam słów, by wyrazić swą wdzięczność za liryczny hołd złożony płomiennowłosemu Dzikusowi. ;)
UsuńPowiemy tylko, korząc się w dziękczynnych pokłonach - DZIĘKUJEMY! ;)
Twój Dzikus jest po prostu niesamowity :) Pozdrawiam Cieplutko:)
OdpowiedzUsuńStokroć dziękujemy w imieniu Dzikusa. ;) Być może, gdyby nieposkromiony, wciąż łaknący wolności chłopiec wiedział o Twym uznaniu (niezmiernie nam miłym), Aleksandro, chociaż częściowo pozwoliłby się obłaskawić? ;)
Usuń